módl się za nami
home
Zaproszenie do Gidel
07.05.06. Guz na móźdżku
07.04.03 Uśmiechnięty Staś
07.04.01. 10– miesięczna Emilka
07.03.27 Anoreksja Martyny
07.03.15. Wyrok calkowita slepota
07.03.04 Mama i anonimowo
07.02.17 Henryk Ostrowski
07.02.04. Jerzy Ciemniewski
archiwum 2007 archiwum 2006 archiwum 2005 archiwum 2004
Henryk Ostrowski 17 lutego 2007 (e-mail)

Przewielebny Ojcze Przeorze!



           Składam serdeczne Bóg zapłać za modlitwy i Msze święte w intencji mojego męża, Henryka Ostrowskiego. To, czego doświadczyliśmy z rodziną, nie sposób wyrazić żadnymi słowami. Jesienią 2005 roku mój mąż ciężko zachorował. Leczenie, diagnozowanie, duże ilości leków i pobyty w sześciu szpitalach specjalistycznych nie przyniosły poprawy jego zdrowia. Diagnozy jednoznacznej nie udało się ustalić. Podczas kolejnej hospitalizacji od 22 maja 2006 stan zdrowia męża stopniowo się pogarszał. Ósmego lipca 2006 roku o godzinie 21.30 doszło do niewydolności oddechowej i utraty przytomności. Męża umieszczono na Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii i podłączono do aparatury.
          Informacja udzielona przez ordynatora brzmiała jak wyrok. „Stan pacjenta jest bardzo ciężki, ośmielę się powiedzieć, beznadziejny. I uprzedzam, że to, co pani zastanie, jest przerażające ”. W mojej pamięci pozostaje obraz męża: nieprzytomny, podłączony do respiratora, opuchlizna i granatowe wybroczyny na ciele. Martwica stopy lewej, zsiniałe paznokcie rąk i nóg, niska temperatura ciała.
          Mnie to jednak nie przeraziło, trwałam bowiem w głębokiej, żarliwej modlitwie, nie tracąc wiary, że musi z tego wyjść. Sprowadziłam księdza proboszcza z posługą. Przez dziesięć dni codziennego czuwania i modlitwy, cały czas mówiąc do nieprzytomnego męża: „Otwórz oczy i oddychaj sam ”, wspomagałam go również gidelskim winkiem. Po Mszy świętej o jego uzdrowienie, która odbyła się w Sanktuarium o godzinie 6.30, przyszedłszy kolejny raz do męża, ujrzałam jego otwarte oczy, co było dla mnie szokiem. Z naszych oczu popłynęły gorące łzy.
          Kolejnym etapem zmiany na lepsze, po upływie zaledwie dnia, było odłączenie męża od aparatury, ponieważ zaczął oddychać sam. Opuchlizna ustąpiła, wybroczyny skórne uległy regresji, pozostała martwica palców stopy lewej i rany podudzia. Okres zdrowienia następował szybciej niż przewidywali to lekarze, zdaniem których prawdopodobieństwo, że mąż wróci do jakiej takiej sprawności umysłowej i fizycznej, było niewielkie. Tymczasem w ciągu kilku dni mąż stanął na własne nogi i wrócił do niemal stuprocentowej sprawności. Profesor prowadzący orzekł, że to prawdziwy cud, ponieważ z medycznego punktu widzenia z takiego stanu się nie wychodzi. Pewne dolegliwości chorobowe trwają do chwili obecnej, ale ufam i wierzę, nie ustając w modlitwie, w całkowite wyzdrowienie i powrót męża do normalnego życia. Dokumentacja medyczna nie jest w stanie odzwierciedlić tego, czego byłam świadkiem.

Elżbieta Ostrowska
Karczyn, woj. dolnośląskie

wypowiedzi w plikach MP-3