módl się za nami
home
Przytułek Malutkiej Pani Gidelskiej
Uzdrowienie Ani z ciężkiej choroby nerek
Znów mogę się modlić na kolanach
Ja się już poddałam, prosiłam Pana Boga o śmierć
Świadectwo Danuty
Świadectwo Ryszardy
Rodzina Rudnickich
Byłam świadkiem nawrócenia
Dziękuję Ci, Matko Boża, za zdrowe oczka
archiwum 2007 archiwum 2006 archiwum 2005 archiwum 2004
Danuta Zofia Krasucka

Świadectwo Danuty


                    Mieszkam w Wysokiem Mazowieckiem, małym mieście na Podlasiu. Czwartego kwietnia 2001 roku, po badaniach (mammografii oraz punkcji cienkoigłowej) w poradni szpitala onkologicznego w Białymstoku, rozpoznano u mnie raka piersi. Chirurg onkolog radził, abym jak najszybciej poddała się operacji, wręcz sugerował, że powinnam się zdecydować natychmiast, bo nie wie, czy za miesiąc będę jeszcze żyła. Pomimo wszystko postanowiłam udać się do szpitala dopiero po Świętach Wielkanocnych, które przypadały w następnym tygodniu. Święta, być może ostatnie w moim życiu, chciałam spędzić z rodziną. W okresie dzielącym mnie od operacji, podczas Wielkiego Tygodnia żegnałam się ze światem
i bardzo płakałam. Pamiętam przerażenie i strach wśród rodziny, wśród znajomych, a także moją rozpacz i trwogę.
          W Wielki Piątek szłam w procesji za krzyżem, niosąc swój własny krzyż oraz to coś, co było we mnie obce i straszne. Towarzyszyła mi myśl, że w tym Wielkim Tygodniu podobnie jak Chrystus przechodzę swoją osobistą Golgotę. Utożsamiałam się z Jego cierpieniem i bólem, przeżywałam wizję własnej śmierci. Doznałam tego, co Pan Jezus   samotności cierpienia, bólu, rozpaczy, trwogi. Modliłam się tymi samymi słowami, co On: Boże, zabierz ode mnie ten kielich. Przekonałam się, że dźwiganie krzyża jest bardzo trudne.
          Święta Wielkanocne spędziłam z rodziną, a po ich zakończeniu udałam się do szpitala. Następnego dnia rano, przed operacją, pomodliłam się i wzięłam do rąk Pismo Święte. Na stronie, którą otworzyłam, przeczytałam początek Psalmu 27: „Pan światłem i zbawieniem moim: kogóż mam się lękać? Pan obroną mojego życia: przed kim mam się trwożyć? Gdy na mnie nastają złośliwi, by zjeść moje ciało, wtenczas oni, wrogowie moi
i nieprzyjaciele, chwieją się i padają”. Psalm kończy się słowami: „Wierzę, iż będę oglądał dobra Pańskie w ziemi żyjących. Ufaj Panu, bądź mężny, niech się twe serce umocni, ufaj Panu!”.
          Te słowa napełniły mnie wielką wiarą, dały mi ogromną siłę
i przekonanie, że muszę żyć, muszę to doświadczenie przetrzymać i jeśli zaufam Bogu, to wszystko pomyślnie się skończy. Odbyła się operacja, usunięto mi pierś, węzły chłonne. Po operacji rana zagoiła się w zawrotnym tempie. Rozpoczęłam też chemioterapię, którą ukończyłam w grudniu. Już po pierwszym zabiegu zaczęły mi wypadać włosy. Aby pokonać własną słabość, ścięłam się „na łyso.” Modląc się przy grocie Matki Bożej, ofiarowałam Jej swoje włosy i prosiłam: „Matko Boża, jeśli jakaś kobieta czy też dziewczyna nie będzie umiała pogodzić się z utratą swoich włosów, proszę Cię, zachowaj jej urodę i uchroń przed tego rodzaju cierpieniem”. Podobnie ofiarowałam swoją pierś: – Matko Boża, przyjmuję to, co mnie spotkało, ale jeśli jest matka lub kobieta w ciąży, która pragnie karmić swoje dziecko, a jest zagrożona amputacją piersi, albo jakaś młoda osoba nie mogąca pogodzić się z taką utratą, bardzo Cię proszę, uchroń je od tego nieszczęścia”.
          Chemioterapii towarzyszyły zwykłe, lecz przykre skutki uboczne: mdłości, wymioty, stany zapalne błon śluzowych, bóle wątroby, brzucha, kości, załamania itp. O mój powrót do zdrowia szczególnie gorąco modliły się dzieci: Małgorzata, Mariusz i Karol. Msze święte w mojej intencji odprawiały się w Gidlach, w Częstochowie, w okolicznych kościołach. Koleżanki odbyły pielgrzymkę do Gidel. Od jednej z nich, Kasi Grabowskiej, po jej powrocie
z pielgrzymki otrzymałam obrazek oraz winko z Sanktuarium w Gidlach. Koleżanka z Odnowy w Duchu Świętym, Dorota Konarzewska, również podarowała mi obrazek Matki Bożej Gidelskiej i zamówiła w mojej intencji Mszę świętą. Ufam, że to wstawiennictwo Matki Bożej przyniosło mi łaskę darowanego po raz drugi życia.
          W swoim świadectwie muszę jeszcze wspomnieć o pielgrzymce do Lichenia. Jechałam z zamiarem wylania przed Matką Bożą Bolesną wszystkich przeżytych żalów. I tam właśnie podczas jednego z czytań porannej Mszy świętej usłyszałam o uzdrowieniu Sary i Tobiasza. Słowa zaś: „Ukrywać tajemnice królewskie jest rzeczą piękną, ale godną pochwały jest ujawniać i wysławiać dzieła Boże” (Tb 12,7) w sposób szczególny zapadły mi w serce i dały wiele do myślenia. Zrozumiałam, iż o łaskach otrzymanych od Boga i Matki Bożej powinnam dać świadectwo innym. Zwłaszcza że poza własnym uzdrowieniem byłam też świadkiem powrotu do zdrowia mojej koleżanki Ryszardy po ciężkim wypadku samochodowym.
          Dziękuję Ci, Panie Boże, i Tobie, Matko Najświętsza, za wszystkie darowane dni mojego życia, za okazaną łaskę oraz miłosierdzie wobec mnie
i mojej rodziny. Dziękuję za to, że żyję i cieszę się dobrym zdrowiem, że mogę być przy moich bliskich w chwilach szczególnie trudnych dla naszej rodziny. Jestem szczególnie wdzięczna Bogu, że mogłam opiekować się moim tatusiem i teściową w ostatnim okresie ich życia, i za to, że teraz dane mi jest otoczyć opieką moją mamę. Dziękuję też, że umiałam pogodzić się ze swoją chorobą, że nie rozpaczałam i nie zadręczałam siebie oraz bliskich z jej powodu. Dziękuję za siłę i odwagę w pokonywaniu jej. Dziękuję za to, że mogę cieszyć się życiem, rodziną i otaczającym mnie światem, bo jakikolwiek by nie był, zawsze jest piękny i niepowtarzalny. Dziękuję również za to, że wróciłam do pracy i mogę pomagać innym chorym, mogę być wsparciem dla innych. Ufam, że tak będzie dalej.

Danuta Zofia Krasucka
Gidle, 7 sierpnia 2005

wypowiedzi w plikach MP-3

Ryszarda Gołaszewska i Danuta Zofia Krasucka
Danuta Zofia Krasucka
Danuta Zofia Krasucka
Wynik badania radiologicznego