Uzdrowienie Ani z ciężkiej choroby nerek
„Bardzo Matkę Bożą kocham
i dziękuję za zdrowie, które od Niej otrzymałam”.
–Przyjechałam do Gidel z mamusią, babcią i z całą rodziną –
mówi Ania Bogusławska – ponieważ bardzo Matkę Bożą kocham i pragnę podziękować za zdrowie, które od Niej otrzymałam. Prosiłam Ją o zdrowie i prośba została wysłuchana.
Gdy Ania miała sześć lat i poszła do „zerówki” –
relacjonuje mama
– okazało się, że zachorowała na nerki. Stwierdzono u niej „wysoki białkomocz”. Skierowano do szpitala. W szpitalu postawiono diagnozę, że Ania choruje na zespół nerczycowy. Od tego momentu były częste konsultacje w poradni przyszpitalnej. Brała bardzo mocne leki, także sterydy. Choroba ta ma swoje etapy. Są okresy zaostrzenia i okresy remisji, czyli takiego wyciszenia. Ania miała trzy nawroty, czyli zaostrzenia tej choroby. Obecnie jest w stanie remisji już od ponad półtora roku. Głęboko wierzymy, że ostatnie zaostrzenie choroby było zarazem ostatnim. Że Ania jest zdrowa. Na ogół zaostrzenia choroby pojawiały się wtedy, kiedy dziewczynka przechodziła jakąś infekcję. W tej chwili, mimo że Ania choruje na zwykłe choroby wieku dziecięcego, to choroba nerek nie powraca.
Ponad 2 tata temu – opowiada babcia Ani – moja wnuczka zachorowała na rzadką, ale ciężką chorobę nerek. Wówczas chorobą Ani zainteresowała się nasza znajoma. Jej dziecko kiedyś bardzo chorowało na białaczkę. Kiedy lekarze nie dawali żadnej nadziei, by mogło przeżyć, ktoś przekazał jej „winko”, w którym zanurzona była cudowna figurka Matki Bożej Gidelskiej. Podała je chorej córeczce, a dziecko wyzdrowiało i żyje. Jest w tej chwili już dorosłą i zdrową osobą. Nasza znajoma zawsze podkreśla, że tylko dzięki temu, iż życzliwe osoby podpowiedziały jej, by zwróciła się o pomoc do Matki Bożej Gidelskiej, jej dziecko żyje. Kiedy dowiedziała się o chorobie Ani, przekazała również i dla niej gidelskie winko. Powiedziała, że skoro jej dziecku to winko pomogło, na pewno pomoże i Ani. Z winkiem od Matki Bożej Gidelskiej pojechałyśmy z córką do szpitala i podałyśmy je Ani. Tego dnia wnuczka czuła się bardzo źle i nawet nie chciała podnieść się z łóżka. Po modlitwie i po podaniu winka Ania wstała, przytuliła się do mnie i pobiegła bawić się z dziećmi. Choroba jeszcze dwukrotnie miała nawroty, ale obecnie już od ponad roku Ania nie bierze sterydów i czuje się dobrze. Dzięki Ci, Matko Gidelska. Chwała Tobie, Panie.
Gdy zbliżały się babci urodziny – włącza się Ania – nie miałam pomysłu na laurkę, więc napisałam dla babci pamiętnik. Babcia bardzo się ucieszyła. Oto on:
„Żyła sobie dziewczynka o imieniu Ania. Ania bardzo kochała Babunię. Niestety, spadło na nich nieszczęście. Ania ciężko zachorowała na nerki. Musiała iść do szpitala. Babcia odwiedzała ją codziennie. Babcia też bardzo kochała swoją wnuczkę. Bardzo starała się jej pomóc. Robiła wszystko, co w jej mocy. Potem Ania wyszła ze szpitala, ale musiała przez długi czas brać leki. Niestety, choroba znowu dała znać o sobie, i Ania ponownie znalazła się w szpitalu. Dlaczego wszystko musi powtórzyć się od początku? – pytała samą siebie Babcia. Na szczęście Ania nie była w szpitalu zbyt długo, tylko znów musiała brać leki. Po kilku miesiącach choroba znowu się powtórzyła. Ania po raz trzeci musiała iść do szpitala. Ale podczas jednej z kontroli w poradni lekarz wreszcie powiedział, że choroba ustąpiła na dobre. Nawet nie wiecie, jaka była radość wśród członków rodziny Ani. Gdy tylko Ania dowiedziała się, że jest zdrowa, od razu przytuliła się do Babci i powiedziała: „Dziękuję ci, że byłaś ze mną przez całą moją chorobę i tak bardzo mi pomogłaś”. Po czym cała rodzina uklękła i podziękowała Bogu za to, że Ania wyzdrowiała. I odtąd wszyscy żyli długo i szczęśliwie. A Babcia była najszczęśliwszą babcią na caluteńkim szerokim świecie.
Ania Bogusławska
Codziennie rano i wieczorem odmawiam modlitwę do Matki Bożej, którą otrzymałam w Gidlach od jednego z ojców. „Jak ziarno wyjęta z ziemi, wina obmyta kroplami, Gidelska Wieśniaczko, módl się za nami” – kończy swoją relację Ania.
Dzisiaj –
dodaje babcia
– kiedy przyjechaliśmy do Gidel, minął akurat rok, od kiedy Ania przestała brać sterydy. Chcieliśmy uczestniczyć w różańcu pokutnym do Matki Bożej Fatimskiej. Wnuczka codziennie rano i wieczorem modli się do Matki Bożej Gidelskiej, a my modlimy się razem z nią. Podczas choroby Ani wszyscy w domu odmawialiśmy wspólnie „Nowennę do Matki Boskiej Gidelskiej”. Razem z mężem braliśmy też udział w Mszy świętej o uzdrowienie w naszym kościółku w Łodzi. Za Anię modliła się grupa życzliwych nam osób, a my wszystkich, których tylko mogliśmy powiadomić, prosiliśmy o jeden dziesiątek różańca za Anię przez dziewięć dni. Do tej pory odmawiamy codziennie w intencji Ani różaniec, koronkę do Pana Jezusa, staramy się również każdego dnia być na Mszy świętej, żeby się za nią pomodlić, podziękować i poprosić o dalsze zdrowie. Naprawdę głęboko wierzymy, że wszystko będzie dobrze.
Zofia Miksa,babcia Ani
Monika Bogusławska, mama Ani
Gidle, 13 maja 2005
|
|