Staś rośnie jak na drożdżach i ciągle się uśmiecha
W 2006 roku, w drugim miesiącu ciąży trafiłam z potężnym krwotokiem do szpitala. Lekarze byli zdziwieni, że dziecko w moim łonie nadal żyje. Leżałam w szpitalu ze względu na zagrożenie własnego życia. W tym czasie mąż zwrócił się do Sanktuarium w Gidlach (drogą mailową) i poprosił o wstawiennictwo w intencji dziecka. To była jedyna nasza nadzieja. I nie zawiodła nas. Bardzo powoli wszystkie moje problemy znikały, co z medycznego punktu widzenia było trudne do zrozumienia. I w końcu dziecko pojawiło się wśród nas, choć wydawało się to całkiem nieprawdopodobne. Dziś Staś ma prawie pięć miesięcy, rośnie jak na drożdżach i jest niezwykłym dzieckiem, bo ciągle się uśmiecha. Bardzo dziękuję Matce Bożej Gidelskiej i wszystkim, którzy modlili się w intencji naszego synka. W załączniku przekazuję zdjęcie uśmiechającego się Staśka. Bóg zapłać.
Iwona
3 kwietnia 2007 (e-mail)
|
|