Wykułem różę z metalu, by Ci podziękować za życie
Staję dziś przed Tobą, Gidelska Madonno, by Ci podziękować za uratowanie mnie od śmierci. W marcu 2006 roku onkolodzy ze szpitala przy ulicy Płockiej w Warszawie wykryli u mnie złośliwy nowotwór prawego płuca. Kiedy uświadomiłem sobie, co mnie czeka, każda chwila stała się dla mnie czasem sądu ostatecznego.
Ukochana Matko! Ty wiesz najlepiej, że w tak dramatycznych momentach człowiek staje się słaby i bezsilny. Ja w swojej bezsilności postanowiłem chwycić do ręki różaniec, by wiele razy dziennie prosić Cię, Matko, byś się za mnie modliła właśnie „teraz”. Módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen. Z tą nieustającą prośbą o modlitwę za mnie pojechałem również do Gidel. Przybyłem tu do Ciebie, Maryjo, aby poruszyć Twoje czułe i wrażliwe serce i prosić Cię o życie. Jadąc do Twojego Sanktuarium, przywiozłem Ci, moja Matko, żywą różę. Niosłem ją przed Twój święty ołtarz, idąc na kolanach od samych drzwi Bazyliki, i błagałem o życie.
Nie ustawałem w modlitwie różańcowej, prosząc Cię, Matko Najświętsza, o wstawiennictwo u Wszechmogącego Boga. Z różańcem w ręku błagałem o iskierkę nadziei. Pijąc uświęcone Twoim dotknięciem gidelskie wino, czułem przy sobie Twoją bliskość. Ty, Maryjo, Uzdrowienie chorych, pozwoliłaś na pomyślne wykonanie operacji – usunięcia złośliwego raka płuc i węzłów chłonnych. Dziś dziękuję Ci za to, że żyję, że odzyskałem zdrowie i po niedługiej rehabilitacji mogłem wrócić do pracy zawodowej.
A teraz, Gidelska Królowo, stoję ponownie przed Tobą i w najniższym ukłonie, z gorącym sercem pragnę złożyć u Twoich stóp ten skromny dar. Jest to róża, którą wykonałem dla Ciebie z metalu. Dziękuję Ci, Matko, za siłę, która pozwoliła mi wziąć do ręki kowalski młot i wykuć dla Ciebie ten niewiędnący kwiat. Każdy liść, płatek róży, a także każdy kolec, wykuwałem z myślą o tym, jak dobra jesteś dla mnie, moja Najświętsza Matko.
W ten sposób, najlepiej jak tylko potrafię, wyrażam swoją wdzięczność i najszczerszą miłość do Ciebie, Maryjo. Czynię to w obecności Boga i przyjaciół, którzy przyjechali wraz ze mną z Warszawy, by Ci dziękować i prosić o dalszą opiekę.
Jurek Ciemniewski
Gidle, Nabożeństwo o uzdrowienie, 4 lutego 2007
|
|