|
Zaproszenie do Gidel
Ktokolwiek wejdzie do Kaplicy Matki Bożej Gidelskiej – jest olśniony pięknem tego miejsca, którego cały wystrój ma służyć wyeksponowaniu „drobnej figurki potężnej Pani”. O. Konstanty Maria Żukiewicz OP, przygotowując w 1923 roku koronację maleńkiej rzeźby Maryi z Dzieciątkiem, napisał: „Jak na pustkowiu spotyka się nieraz kwiaty przedziwnie piękne, tak i tutaj budzi się podziw, skąd w tej wiosce wzniosła się tak piękna kaplica i jeszcze piękniejszy ołtarz?”. Sama zaś świątynia w kształcie krzyża,
(więcej>>>)
Dni skupienia-2008
Wiedzieliśmy, że cokolwiek się stanie, Bóg jest z nami i z naszym dzieckiem
W czerwcu 2005 roku nasz wówczas niespełna dwuletni synek Mikołaj zachorował na zapalenie opon mózgowych i sepsę (posocznicę). Mimo starań lekarzy choroba postępowała. Mikołaj wymiotował, cierpiał na bardzo silne bóle głowy, aż wreszcie stracił kontakt z otaczającym go światem wskutek silnego obrzęku mózgu, do tego pojawił się zez z oczopląsem. Dziecko nie potrafiło już siedzieć, ani tym bardziej chodzić. Zaczęły się problemy ze strony układu pokarmowego i wydalniczego, łysienie plackowate na skutek stresów. Gorączka spowodowana sepsą utrzymywała się nieustannie. Z objawami zapalenia mózgu przewieziono Mikołaja ze szpitala w Cieszynie do Śląskiego Centrum Zdrowia Matki i Dziecka w Katowicach–Ligocie.
(więcej>>>)
Niewielka Madonna i ogromne cuda w Gidlach
Zapraszamy do obejrzenia filmu przygotowanego przez TV w Gdańsku o Gidlach (Sanktuarium Gidelskie).
(zobacz film >>>)
Download
Po operacji gruczolaka przysadki mózgowej, guz nadal istniał i miał 5 mm
W 2003 roku – mówi Wiesława Góralczyk spod Krakowa – stwierdzono, że na przysadce mózgowej mam 3–5–milimetrowego gruczolaka. Przeprowadzono zabieg operacyjny, usuwając guzek przez nos. Po ponownym rezonansie głowy okazało się, że guz nadal istnieje i ma wielkość 5 mm.
(więcej>>>)
Staś rośnie jak na drożdżach i ciągle się uśmiecha
W 2006 roku, w drugim miesiącu ciąży trafiłam z potężnym krwotokiem do szpitala. Lekarze byli zdziwieni, że dziecko w moim łonie nadal żyje. Leżałam w szpitalu ze względu na zagrożenie własnego życia.
(więcej>>>)
Ordynator stwierdził, że dziecko nie daje oznak życia
Mam siedmioro wnucząt i mieszkam w Radomsku. To, o czym chcę opowiedzieć – mówi Maria Łyp – wydarzyło się 17 października 2005 roku w rodzinie mojej córki. Mieszka ona obecnie w Anglii i ma pięcioro dzieci. (plik mp3)
(więcej>>>)
Córka miała puste oczy i straciła radość życia
Bardzo dziękuję za modlitwę i Mszę świętą w intencji mojej córki. Martyna pół roku temu zachorowała na anoreksję. Nie chciała nic jeść, przez większość czasu leżała. Zarzekała się przy tym, że jest zdrowa i nic jej nie jest, cały czas ukrywała swoją chorobę.
(więcej>>>)
Wykułem różę z metalu, by Ci podziękować za życie
Staję dziś przed Tobą, Gidelska Madonno, by Ci podziękować za uratowanie mnie od śmierci. W marcu 2006 roku onkolodzy ze szpitala przy ulicy Płockiej w Warszawie wykryli u mnie złośliwy nowotwór prawego płuca. Kiedy uświadomiłem sobie, co mnie czeka, każda chwila stała się dla mnie czasem sądu ostatecznego.
(więcej>>>)
Przewielebny Ojcze Przeorze!
Składam serdeczne Bóg zapłać za modlitwy i Msze święte w intencji mojego męża, Henryka Ostrowskiego. To, czego doświadczyliśmy z rodziną, nie sposób wyrazić żadnymi słowami
(więcej>>>)
Lekarz nie mógł wprost uwierzyć, że guz zniknął
Dziękuję Ci, Matko Boża Gidelska, z całego serca za uzdrowienie mojego syna. Chłopiec zachorował w wieku siedmiu lat. Pomimo wielu badań lekarze nie potrafili zdiagnozować choroby. Kiedy skończył trzynaście lat, po ponownym ataku choroby i badaniu rezonansem magnetycznym okazało się, że ma wodogłowie. Ze względów medycznych wykonano jedynie zabieg ratujący mu wówczas życie.
(więcej>>>)
Usłyszała z ust lekarzy wyrok – całkowita ślepota–
15 marca 2007 (e–mail)
Czwartek, 18 stycznia 2007 roku. Przed sanktuarium Matki Bożej Gidelskiej zatrzymuje się autokar. Wysiada pięćdziesięcioosobowa grupa pielgrzymów, w większości młodzież, ale również kilkoro dorosłych
(więcej>>>)
Przytułek Malutkiej Pani Gidelskiej
W ten właśnie sposób ojciec Konstanty Maria Żukiewicz OP nazywa pierwszą kapliczkę, ustawioną w miejscu wyorania cudownej figurki Matki Bożej. Swego czasu mieszkańcy Gidel doszli do wniosku, iż życzeniem Matki Najświętszej jest, by Jej figurka pozostała na tej samej działce,
z której wyorał
ją w 1516 roku Jan Czeczek. Wówczas ustawiony tu został modrzewiowy słup z krzyżem i wnęką na wyoraną statuetkę Niepokalanej. Dziś ta przydrożna kapliczka z krzyżem wisi na ścianie tuż obok ołtarza specjalnie zbudowanego dla figurki Matki Bożej Gidelskiej. Modlącym się w Bazylice osobom przypomina, podobnie jak w momencie swojego zaistnienia na gidelskiej ziemi, że „życie nasze to krzyż, życie nasze to krzyża dźwiganie czy stanie pod krzyżem”. Umieszczony zaś w ołtarzu malutki posążek Niepokalanej, oznajmia, że „w krzyżowej życia wędrówce nie jesteśmy sami, jest z nami Maryja...
(więcej>>>)
Matko Przenajświętsza, dziękuję ci za uratowanie życia mojej córki.
Podczas ostatniej wizyty w gabinecie stomatologicznym dentystka przestudiowała historię choroby Marty i powiedziała, że „ona dawno już powinna nie żyć”. I dodała, iż naprawdę mamy za co Panu Bogu dziękować. U córki rozpoznano – jak pisze w karcie informacyjnej leczenia szpitalnego z 13 lipca 1998 roku – „nowotwór złośliwy
twarzoczaszki... Dziewczynka 8–letnia przyjęta z powodu stwierdzonego w badaniu laryngologicznym guza nosa i podniebienia. Na podstawie badania TK oceniono stadium zaawansowania jako III. Guz jest nieoperacyjny, więc pobrano tylko materiał do badania hist.–pat.”. Wynik tego badania to: neoplasma malignum. Marta, jak mówi dokumentacja medyczna, leczona była z powodu RMS nosogardła chemio– i radioterapią
w latach 1998–2000.
(więcej>>>)
Prosiłem Matkę Bożą, by zabrała ode mnie tę straszną chorobę
Dziękuję Ci, Matko Najświętsza, za przywrócenie zdrowia, a właściwie za ocalenie mi życia. A było to tak. Dwa lata temu zauważyłem u siebie na ramieniu znamię, małą brązową kropkę, która nic dla mnie nie znaczyła. Od stycznia 2006 zaczęło się to powiększać, urosło do rozmiarów pół centymetra. Ponieważ pojawił się ból, poszedłem do lekarza, który wysłał mnie do chirurga. Czternastego kwietnia znamię zostało wycięte. Po kilku dniach otrzymałem pilny telefon z kliniki, w której przeprowadzono zabieg. Badanie histopatologiczne
(więcej>>>)
Dziękujemy Ci, Matko, za uśmiech naszych dzieci
Bardzo Matkę Bożą kocham i dziękuję za zdrowie, które od Niej otrzymałam.”Dziękujemy Ci, Matko, najpierw za przyjaciół – Izę i Andrzeja z Soborzyc – którzy nas przywieźli do Gidel i tu prosili dla nas o potomstwo. Dziewięć lat czekaliśmy, ale teraz Ty, Gidelska Pani, obdarowałaś nas dziećmi. Urodził nam się wspaniały syn, Łukasz. Potem Tomek i Julia. Dzisiaj gorąco dziękujemy za to, że w naszym życiu pojawiło się tak wiele radości, a obecnie nasz dom to pięcioro uśmiechających się do siebie nawzajem osób. Będziemy wdzięczni Panu Bogu do końca życia. Za wszystko jeszcze raz Ci, nasza Najlepsza Matko, dziękujemy.
(więcej>>>)
Lekarze nie mogli w to uwierzyć i po godzinie zrobili jeszcze jedną tomografię
Dziękujemy Ci Matce Bożej Gidelskiej za uratowanie życia naszemu synowi Hubertowi.
We wrześniu 2005 roku odwiedzili nas znajomi ze swoimi dziećmi.
Podczas zabawy zdarzył się nieszczęśliwy wypadek. Otóż Hubert spadł z piętrowego łóżka, które stoi w jego pokoju.Po tym upadku z wysokości około 1,5 metra, nasz synek nie skarżył się na żadne dolegliwości, nie dokuczał mu też żaden ból. Następnego dnia Hubert zaczął wymiotować. Poszliśmy z nim do naszego rodzinnego lekarza i opowiedzieliśmy o całym zdarzeniu. Pani doktor wypisała skierowanie do szpitala, podejrzewając u Huberta wstrząs mózgu. W szpitalu, na chirurgii dziecięcej zostały wykonane wszelkie potrzebne badania (także tomografia komputerowa) i okazało się, że jest krwiak w móżdżku wielkości około 4,5 centymetra, a ponadto nasze dziecko ma pękniętą czaszkę.
(więcej>>>)
Miejsce, do którego przyjeżdżam
Z Madonną Gidelską spotkałem się przed dwudziestu laty zupełnie przypadkowo. Po nawiedzeniu Sanktuarium zacząłem doznawać dużego wsparcia i pomocy Matki Bożej. Po jakimś czasie, opierając się na tym doświadczeniu, mogłem zachęcać znajomych i przyjaciół, by w razie kłopotów także jechali do Gidel. Mówiłem im: „Słuchajcie, mam takie miejsce, do którego przyjeżdżam, ilekroć pojawiają się w moim życiu problemy. Nie zważam na te dwieście kilometrów, lecz wsiadam do samochodu i jadę do Gidel.Modlę się tam i przekonuję, że kłopoty na ogół dość szybko znikają”. Tym przeświadczeniem zaraziłem nie tylko rodzinę, znajomych, ale i fundację, którą kieruję.
(więcej>>>)
wypowiedź w plikach MP-3
Powyższe świadectwa zostały przekazane do Fundacji im. Ks. Władysława Latosa we Wrocławiu. Ich autorzy upoważnili prezesa fundacji, Jerzego Włostowskiego, do przedstawienia ich pielgrzymom modlącym się na nabożeństwie o uzdrowienie w Gidelskim Sanktuarium.
|
Seminarium Liderów VI edycja
„Sztuka Zarządzania”
Ojciec Marek Grzelczak , Przeor Klasztoru Dominikanów w Gidlach, zaprasza obecnych i przyszłych menedżerów na czas skupienia
i refleksji.
Seminarium Liderów „Sztuka Zarządzania”V edycja
Szczegóły spotkania:
Miejsce: klasztor Dominikanów Gidle (okolica Częstochowy)
Termin: 10 październik 2009
Zgłoszenia (tylko pisemne): fax (34) 327 21 16 lub e-mail gidle@dominikanie.pl
Liczba uczestników: pierwszych 30 osób (prosimy uprzedzić, jeśli będzie potrzebny nocleg)
Koszt uczestnictwa: gidle@dominikanie.pl
Zapytania/kontakt:e-mail; gidle@dominikanie.pl
Zapraszamy!
plakat
Wydawało się, że babcia już nigdy z łóżka nie wstanie
Matko Boża – mówi Joanna Wójcik z Żębocina k/Nowej Huty – dziękuję Ci za to, że uzdrowiłaś moją mamę. Wszystko zaczęło się 25 grudnia 2004 roku. Po poważnym zawale mózgu została sparaliżowana jej lewa strona. Lekarze nie dawali żadnych szans. Mama traciła przytomność, było z nią coraz gorzej.
(więcej>>>)
Doszło do kolejnej tamponady serca, mąż miał sinicę i umierał
W dniu 27 października 2006 przyjechałam wraz z mężem do Sanktuarium w Gidlach, by podziękować Ci, Matko Boża, za dwukrotne ocalenie życia i całkowity powrót do zdrowia męża Tomasza. To, co wspólnie wraz z rodziną i przyjaciółmi przeżyliśmy, było jednym wielkim koszmarem.
(więcej>>>)
Ordynator orzekł, że to cud, iż w ogóle żyję.
Zostałam dwa razy potrącona przez ten sam samochód
Dziękuję Ci, Matko Boża, za uratowanie mi życia. W dniu 18 lipca 2005 roku uległam wypadkowi.
(więcej>>>)
Kości czaszki męża były połamane i przemieszczone, a półkule mózgowe przesunięte
Matko Boża Gidelska –
mówi Barbara Ptach
– z całego serca dziękuję Ci za uratowanie życia mojego męża. Przyjechaliśmy dzisiaj, by złożyć osobiste podziękowanie. Od wypadku minął już prawie rok, a my codziennie dziękujemy i opowiadamy o tym uzdrowieniu, by jak najwięcej osób mogło usłyszeć nasze świadectwo. Do Matki Bożej Gidelskiej pielgrzymujemy od wielu lat. Kiedyś robiłam to z dziećmi, a od dwóch lat pielgrzymuję z mężem. Z Gidel zawsze zabierałam do domu winko Matki Bożej z myślą, że gdyby kiedyś zaszła potrzeba, będę mogła prosić Pana Boga o cud. Nie przypuszczałam, że to się stanie w 2005 roku.
(więcej>>>)
MALUTKA, ALE W CUDA POTĘŻNA
W szystko zaczęło się w 1516 roku, kiedy to gidelski rolnik
Jan Czeczek,
orząc swoje pole, wyorał ze skiby malutką (dziewięciocentymetrową) figurkę Matki Bożej. Mieszczący się w ludzkiej dłoni kamienny posążek został potraktowany przez gospodarza jak zwykłe znalezisko, mimo że jego wyoraniu towarzyszyły dziwne znaki. Nikomu o tym nie mówiąc, ukrył go w swojej „chałupie, na dnie skrzyni z odzieżą”. Dopiero późniejsze znaki i cuda uświadomiły jemu i innym ludziom, że są świadkami czegoś niezwykłego. Zdarza się nieraz, że Stwórca Wszechświata prowadzi człowieka  dość  dziwną   drogą.   Potrafi  nim  wstrząsnąć i zupełnie zmienić bieg jego życia. Tak było na przykład ze świętym Pawłem. Stracił wzrok pod Damaszkiem po to, by niebawem odzyskać oczy nie tylko ciała, ale i duszy. Coś podobnego przydarzyło się właścicielowi figurki
(więcej>>>)
Uzdrowienie Ani z ciężkiej choroby nerek
Bardzo Matkę Bożą kocham i dziękuję za zdrowie, które od Niej otrzymałam”.
–Przyjechałam do Gidel z mamusią, babcią i z całą rodziną –
mówi Ania Bogusławska – ponieważ bardzo Matkę Bożą kocham i pragnę podziękować za zdrowie, które od Niej otrzymałam. Prosiłam Ją o zdrowie i prośba została wysłuchana.
Gdy Ania miała sześć lat i poszła do „zerówki” –
relacjonuje mama
– okazało się, że zachorowała na nerki. Stwierdzono u niej „wysoki białkomocz”. Skierowano do szpitala. W szpitalu postawiono diagnozę, że Ania choruje na zespół nerczycowy. Od tego momentu były częste konsultacje w poradni przyszpitalnej. Brała bardzo mocne leki, także sterydy. Choroba ta ma swoje etapy. Są okresy zaostrzenia i okresy remisji, czyli takiego wyciszenia. Ania miała trzy nawroty,
(więcej>>>)
Znów mogę się modlić na kolanach
W imię Boga Ojca, Jezusa Chrystusa i Maryi Panny, Jego Matki, składam pisemne świadectwo doznanej łaski. Jesienią 2000 roku, cierpiąc na bóle lewego kolana, musiałam poddać się operacji. Po zabiegu kolano nadal pozostawało sztywne i obrzęknięte. Według orzeczenia lekarskiego, nastąpiło uszkodzenie łękotki. W dniu 11 września 2004 roku wzięłam udział w pielgrzymce maryjnej do Gidel i Częstochowy pod przewodnictwem o. Andrzeja Konopki OP. W ten sposób znalazłam się w gidelskim Sanktuarium. Słuchając przekazu o. Stanisława o uzdrowieniach dokonanych tu na przestrzeni wieków, zaczęłam się gorąco modlić, prosząc o uzdrowienie chorego kolana. Podczas modlitwy doznałam uczucia przejmującego ciepła, ale nie zwróciłam na to uwagi, będąc pod ogólnym wrażeniem słyszanych historii.
(więcej>>>)
Ja się już poddałam, prosiłam Pana Boga o śmierć...
Gdy znalazłam się w szpitalu, swoich nóg już nie czułam. Całkowicie odmówiły mi posłuszeństwa. Odtąd jeździłam od jednego szpitala do drugiego, od jednej kliniki do drugiej, i nikt nie mógł mi pomóc. Byłam wrakiem człowieka. W krakowskiej klinice stwierdzono, że przyczyną mojej choroby musi być uszkodzenie układu nerwowego. Od trzech miesięcy tkwiłam w dołku psychicznym. Ciągle płakałam. Nie było żadnej nadziei.
(więcej>>>)
Świadectwo Danuty
Mieszkam w Wysokiem Mazowieckiem, małym mieście na Podlasiu. Czwartego kwietnia 2001 roku, po badaniach (mammografii oraz punkcji cienkoigłowej) w poradni szpitala onkologicznego w Białymstoku, rozpoznano u mnie raka piersi. Chirurg onkolog radził, abym jak najszybciej poddała się operacji, wręcz sugerował, że powinnam się zdecydować natychmiast, bo nie wie, czy za miesiąc będę jeszcze żyła. Pomimo wszystko postanowiłam udać się do szpitala dopiero po Świętach Wielkanocnych, które przypadały w następnym tygodniu. Święta, być może ostatnie w moim życiu, chciałam spędzić z rodziną. W okresie dzielącym mnie od operacji, podczas Wielkiego Tygodnia żegnałam się ze światem i bardzo płakałam. Pamiętam przerażenie i strach wśród rodziny, wśród znajomych, a także moją rozpacz i trwogę.
(więcej>>>)
Świadectwo Ryszardy
Piątego września 2002 roku uległam ciężkiemu wypadkowi. Na przejściu dla pieszych uderzył we mnie samochód. Z nosa, uszu, ust tryskała krew. Przyjechała karetka, a lekarz powiedział: „Trzeba ją zabrać, ale i tak nic z niej nie będzie”. W szpitalu zdjęcia, zakładanie gipsu, badania, podawanie krwi. Zdecydowano się przewieźć mnie do odległego o 50 km szpitala na tomografię głowy. Okazało się, że w transportującej mnie karetce pogotowia jest przy mnie moja koleżanka
Danusia.
(więcej>>>)
Ratunek w Gidlach
W trzecim roku życia u naszego syna
– mówi tato Adama, Józef –
pojawiły się pierwsze objawy alergii. Po badaniach przeprowadzonych w Poradni Alergologicznej w Płocku okazało się, że Adaś jest uczulony na roztocza zawarte w kurzu i wymaga życia w warunkach aseptycznych. Zdarzało się, że ni stąd ni zowąd naszemu synowi zaczynała puchnąć krtań, wskutek czego po prostu się dusił. O każdej porze dnia i nocy musiał ktoś przy nim czuwać, z odpowiednim zestawem leków pod ręką. Czasem prosiliśmy o pomoc lekarzy, a bywało i tak, że karetka na sygnale wiozła nasze dziecko do szpitala. Codzienne życie naznaczone było ciągłym niepokojem o to, by czegoś nie zaniedbać, bo chłopiec może stracić życie.
(więcej>>>)
Byłam świadkiem nawrócenia
W sierpniu 1991 roku po raz kolejny wyruszyłam z Warszawską Akademicką Pielgrzymką Diecezjalną na Jasną Górę. Była tam również grupa młodych rosyjskich intelektualistów –lekarzy, dziennikarzy, artystów i prawników. Ks. Zygmunt Niewęgłowski powierzył mi tych ludzi, by pomóc im w duchowym przeżyciu pielgrzymki. Okazało się, że są to osoby, które o Bogu i Matce Najświętszej nie wiedzą prawie nic. Oni szli głównie na spotkanie z Ojcem Świętym. Jan Paweł II wyraził bowiem pragnienie, aby również i młodzi zza wschodniej granicy wzięli udział w VI Światowym Dniu Młodzieży w Częstochowie. W drodze nawiedzaliśmy sanktuaria Matki Bożej, zatrzymując się na odpoczynek i na modlitwę. Opowiadałam tym młodym Rosjanom o Panu Bogu, o Matce Najświętszej. Zachęcałam ich do modlitwy różańcowej. Oni zadawali mi wiele pytań, po czym z godną podziwu uwagą wsłuchiwali się w moje odpowiedzi. Uczestniczyli we wspólnych modlitwach, katechezach głoszonych w czasie pielgrzymki.
(więcej>>>)
Dziękuję Ci, Matko Boża, za zdrowe oczka
Dziękuję Ci, Boże
– mówi Łucja Hyła z Rybnika – że dałeś nam Matkę, która się o nas nieustannie troszczy. Matko Boża, dziękuję Ci za Twoją opiekę nade mną i nad całą moją rodziną. A także za ten szczególny przypadek, który dane mi było poznać.
Pracowałam wtedy w szkole w Rybniku. Jeden z uczniów, niczym się nie wyróżniający Krzysio, bardzo poważnie zachorował. Diagnoza była jednoznaczna – gruźlica kości. Początkowo leczono go w domu i przez prawie dwa lata nauczyciele prowadzili lekcje w jego mieszkaniu. Zdaniem jednej z koleżanek, która go uczyła, stan zdrowia chłopca coraz bardziej się pogarszał. Został wyznaczony termin operacji. Ponieważ jednak zbliżał się ślub starszego brata, na którym Krzysio bardzo chciał być, jego mama uprosiła lekarzy o przełożenie operacji. Wyrazili zgodę i Krzysiek w weselu swojego brata uczestniczył.
(więcej>>>)
|